poniedziałek, 15 lutego 2016

James - skąd się wziął?


Na początek muszę napisać kilka słów o Jamesie, który zainspirował mnie do zastanawiania się nad całym kocim światem i to dzięki temu zaczęłam rozważać odświeżenie bloga.



James, moje kocie dziecko, mój Syn. Właściwie to już koci nastolatek, który za pięć miesięcy skończy dwa lata, a z nami mieszka od czterech miesięcy. Czyli przygarnęłam przeszło półtorarocznego zwierzaka pod swój dach. Czemu nie kociaka?

Główne zamierzenie było takie, że adoptuję ze schroniska starszego kociego kawalera, ułożonego, przedkładającego długie drzemki i pieszczoty nad szaleńcze zabawy oraz przede wszystkim - ceniącego sobie chwile w samotności,  nie wymagającego wielogodzinnej uwagi, wychowania i nauczania wszystkiego od początku. Chciałam zapewnić jakiemuś staruszkowi emeryturę w ciepłym, kochającym domu, a do tego zadbać o własną wygodę, biorąc kota, który już wszystko wie, bo praca sprawia, że nie miałabym po prostu czasu na wychowanie malutkiego dziecka.

Jednak schroniska w UK mają swoje wymagania, które ciężko byłoby mi spełnić. Choćby właśnie przez czas, jaki spędzam poza domem. Do tego dochodzi ilość osób w domu, pies i mnóstwo czynników, które sprawiły, że ostatecznie przygarnęłam Jamesa od dziewczyny, która z pewnych powodów musiała go oddać.


Kot miał być 6+, trafił mi się 1,5roczny. Bałam się. Ale nie żałuję ani odrobinę, ten mały dzikus skradł moje serce i naprawdę wczułam się w rolę Matki. A sam James? Wyjątkowy, piękny, mądry, zabawny... wiem, gadam, jak typowa Matka - 'moje dziecko jest najlepsze i najpiękniejsze'. Ale James ma za sobą drogę od dzikusa z ulicy, przez samotną ludzką Matkę, do kociego jedynaka z mnóstwem ludzi w domu. Ale o tym wszystkim, to już następnym razem ;)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz