wtorek, 29 lipca 2014

Hugh Laurie i bonus z serialu ;)

Siedzę i myślę, co napisać o koncercie. Jedyne, co mi przychodzi do głowy to 'Wow!'. Niezbyt rozbudowana relacja, jak sądzę ;D
No, ale po kolei (i w wielkim skrócie)...

Wrażenia z podróży może pominę, bo jak się pociągami jeździ, to wiedzą raczej wszyscy. No, może nie każdy pociąg jest klimatyzowany i czysty jak ten nasz, ale każdy jedzie, trzęsie i zawiera mnóstwo ludzi xD
Sam Poznań też pominę, bo 'zwiedzaliśmy' jedynie drogę do UAM i z powrotem oraz dworzec PKP. Tak, tyyyyle zwiedzania xD
Ale jechaliśmy na koncert, nie turystycznie, więc mamy jakieś tam usprawiedliwienie. 
I tylko ten koncert zaprzątał nam głowy. Dla niego spędziliśmy niemal dobę w pociągach, busie i samochodzie (wygodniccy!) i nie żałujemy ani chwili.

No bo to tak. Jest sobie Starszy Pan, ma nawet łysinkę na czubku głowy.
Ktoś go tam kojarzy z serialu, ktoś inny nie ma pojęcia, kim był jakiś tam Dr House.
Ale my wiemy. 
I w pewnej chwili się okazuje, że my siedzimy na wielkiej auli, dookoła każde krzesło zajęte, na scenie brzdąka sobie jakiś zespół, ma nawet nazwę - The Bottom Copper Band.
A potem na środek wychodzi właśnie ten Starszy Pan. I nie, nie śpiewa. Wita się, my się śmiejemy, on coś mówi, my się śmiejemy jeszcze bardziej. Takie tam bzdury, a my mu nawet brawo bijemy za to!
Ale w końcu bzdury się kończą i ten Pan Starszy, Hugh Laurie, zaczyna śpiewać. 

I to jak śpiewa! 
Panie piszczą, panowie klaszczą, nikt nie mdleje, a Hugh śpiewa dalej i jeszcze gra na fortepianie.
Potem śpiewają panie spod sceny, Hugh się zachwyca. Śpiewają panie ze sceny, widownia się zachwyca. 
Ogólnie zachwyt obustronny. Potem są jeszcze żarty, przemowy, tango!, Hugh pije whisky, zespół pije whisky, publiczność wstaje, tańczy, klaszcze, piszczy, śpiewa. 
Szaleństwo. Ale szaleństwo w pełnej kulturze (niemal)! Ale to niemal pominiemy, panią poniosły emocje, a myśmy mieli pecha siedzieć za nią.
W każdym razie po niemal 2,5 godziny Hugh się żegna i schodzą ze sceny, a my wraz z tłumem wychodzimy przeżywać koncert dalej, tym razem już każdy prywatnie, po swojemu. My z Mateuszem przeżywamy w trakcie drogi na pkp, czekając na pociąg, biegnąc przez cały dworzec (bo na 3 minuty przed odjazdem postanowili poinformować, że pociąg odjeżdża z drugiego końca dworca niż powinien według rozkładu), jadąc całą noc do domu, a nawet dziś jeszcze i pewnie przez długie kolejne dni ;D

Kto chce, temu polecam zapoznać się z jego twórczością, bo warto. Kto nie chce - traci cenne doświadczenie, ale to jego zmarnowane życie, niech go mama za to każe, nie ja ;D

Ale za to każdy, obowiązkowo!, musi zapoznać się z tym, co wkleję poniżej. Taki mały trailer serialu, bo ostro pracujemy! 
... znaczy Mati pracuje, a my tylko się wygłupiamy przed kamerą, ale i tak się bardzo staramy wyglądać przy tym naturalnie i mądrze ;D
A Mati tylko krzyczy 'CIĘCIE!' (choć nie tylko xD) i po wszystkim pędzi do domu, gdzie montuje, montuje, montuje. I tak zmontował już trzy odcinki, a jak dobrze pójdzie, dziś dokręcimy do końca czwarty i jego też już zmontuje. Bo to pracowity człowiek jest!
W każdym razie polecam ten maleńki fragmencik jego twórczości :D


sobota, 26 lipca 2014

Praktyki - podsumowanie tygodnia.

Właściwie chciałam pisać na bieżąco, każdego dnia opisując, co akurat robiłam, ale niestety po powrocie byłam zbyt zmęczona, by cokolwiek pisać.
Dlatego też uznałam, że jak opiszę wszystko razem, to też nie będzie źle, przynajmniej będę miała to w kupie ;D
Choć nie sądzę, by komukolwiek chciało się tyle tego czytać xD

O pierwszym dniu było poprzednio, więc tylko szybciutkie przypomnienie - strzyżenie mamy, czesanie Lily, w międzyczasie podglądywanie profesjonalistki przy pracy ;)

We wtorek miał wpaść kolega na strzyżenie, ale coś mu wypadło w pracy, więc przerzuciliśmy go na środę, a ja prawie cały dzień poświęciłam Lily i zakładowej główce :)
W efekcie u Lily powstał kok hiszpański z warkoczami z czterech pasm po obu stronach głowy (czego niestety nie widać na zdjęciu, mój telefon fatalnie się spisał tego dnia).








Natomiast główce z zakładu zakręciłam włosy na szczotce. Pierwszy raz robiłam coś takiego i przyznaję, że po takim modelowaniu przez dwa dni mnie potem nadgarstek bolał od trzymania szczotki xD



Ale czasu na ból nie było, bo na środę miałam umówione dwa strzyżenia męskie i trzeba było znowu machać nadgarstkiem, tym razem trzymając grzebień ;)
Przy pierwszym strzyżeniu pobiłam rekord czasowy, zajęło mi godzinę xD 
I nie było zbyt wiele do poprawy, zostałam pochwalona i nabrałam tyle pewności siebie, że nie mogłam się doczekać kolejnego modela.
Tylko tym razem niestety nie szło mi aż tak dobrze. I choć zdawałam sobie sprawę, że strzyżenie na irokeza wymaga więcej wprawy niż klasyczne, to cała wiara w siebie wyparowała i kompletnie się poddałam, tu już narobiłam błędów, Anetka poprawiła całkiem sporo.
I choć i tak zostałam na koniec pochwalona, to jednak pozostaje ta przykra świadomość, że poszło nie tak.
No i ta maszynka... serio, zdecydowanie wolę robić całe cieniowanie nożyczkami niż brać do ręki maszynkę, nie umiem jej wyczuć. Tak, tak, niby banalne, ale jednak nie dla mnie xD

W każdym razie obaj panowie wyszli raczej zadowoleni i obaj zapewnili, że nie wymaga to zgolenia się na łyso i mogą tak chodzić. Mam nadzieję, że nie oszukali i jak ich przypadkiem spotkam na ulicy, to nie zobaczę łysinek ;D

W czwartek fizycznie dawałam jeszcze radę, ale psychicznie już zawodziłam, więc jak mi się modelka rozsiadła na fotelu i powiedziała 'rób, co chcesz', to kompletnie nie miałam na nią pomysłu. Najpierw próbowałam modelować w ten sam sposób, co główkę poprzednio, ale włosy się nie chciały kręcić. Więc w ruch poszły jakieś warkocze, jakieś plątańce, jakieś nie wiadomo co - nic konkretnego, co nadawałoby się, by ją tak wypuścić z zakładu. Wyszła w końcu po trzech godzinach z pseudoirokezem (mój kolejny 'pierwszy raz' w wykonywaniu) i dwoma wywijanymi do spodu warkoczami. Niestety nie miałam czym uwiecznić efektu, więc zdjęcia nie będzie. 

W piątek za to sytuacja się odwróciła, bo fizycznie padałam (kto chodzi biegać po czterech dniach spędzania 5 godzin dziennie ciągle na stojąco?), za to motywację miałam sporą, bo to już nie była tylko moja modelka, ale też klientka zakładu, płacąca za wykonywaną przeze mnie usługę - odnowę biologiczną
Duże wyzwanie, bo skoro ktoś płaci, to wymaga profesjonalnej obsługi, dlatego starać się trzeba było jeszcze bardziej, zwłaszcza, że znów dopiero uczyłam się zabiegu.
No to się starałam, tym razem też poświęciłam 3 godziny jednej osobie, ale było warto, gdyż jeszcze po powrocie do domu dziewczyna pisała mi, że się nie może nacieszyć włosami, ich nową jakością ;)
Może ja mniej zadowolona wróciłam, bo modelowanie nie wyszło mi tak jak powinno, choć z całych sił starałam się to opanować. Chyba bardzo się rzucało w oczy, że momentami sobie nie radzę, bo pozostałe klientki na salonie dziwnie zerkały w moją stronę xD

W każdym razie po raz kolejny baaaaaardzo serdecznie dziękuję za chęć pomocy i wizytę na zakładzie wszystkim moim modelom. Oraz za cierpliwość, bo tę podziwiała nawet Anetka, która nadzorowała moje praktyki ;D

Po całym tygodniu niezbędny był masaż, ponieważ nieprzyzwyczajone do takiego wysiłku barki i plecy bolały nieziemsko. Ale tym zajął się mój Mateusz i choć odczuwam coś na kształt zakwasów, to mogę już swobodnie ruszać rękami xD
Pozostał ból nóg, co przy wizji jutrzejszego dnia spędzonego w pociągu mnie lekko przeraża, ale chyba dam radę to znieść, w końcu czekamy na ten wyjazd już od kwietnia.
Taak, to już jutro wieczorem zobaczymy z Matim Hugh Lauriego na żywo, znanego bardziej jako Dr House ;)
Tym razem jednak nie będzie nikogo leczył, a śpiewał dla nas <3
Jeśli Mati się nie rozmyśli z brania kamery, to pewnie po powrocie pochwalę się jego relacją z wyjazdu ;D

poniedziałek, 21 lipca 2014

Praktyki - dzień 1.

No, to pierwsze praktykowanie za mną (i za Lily) ;D
Okazało się, że wcale nie trzeba się było aż tak denerwować, wszyscy przyjęli mnie ciepło i chętnie pomagali. Jedynie moja klientka rozpaczała, że strzyżenie trwało dłużej niż by chciała... dużo dłużej xD
Ok, może 1,5h to nie jest najlepszy czas na trwanie strzyżenia, ale kiedyś dojdę do takiej wprawy, by zrobić to w 15 minut ;D
Na razie cieszę się tylko, że moje wykonanie zostało pozytywnie ocenione i pochwalone.

Po strzyżeniu przyszedł czas na zajęcie się Lily. Najpierw walczyłyśmy z kokiem w kształcie kokardy, ale szło nam średnio, więc przerzuciłyśmy się na warkocze. To nam lepiej poszło :)


W dodatku zdążyłam się też czegoś nauczyć z teorii, więc pierwszy dzień praktyki jak najbardziej udany.
Zobaczymy, co przyniosą kolejne :D


A tak poza praktykami, to wczoraj wzięliśmy się ostro do nagrywania. Całą moją jedną scenę i kilka scen Matiego i Klary. Miałam się pochwalić nawet urywkiem swojego występu, ale wciąż czekam, aż mi go Mati prześle, może następnym razem ;)

Ale przyznam, że kupa z tym zabawy, a jeszcze więcej roboty. W życiu nie sądziłam, że aby nagrać najprostszą scenę, trzeba przemyśleć i dopilnować każdy najmniejszy szczegół otoczenia, myśląc kilka kroków wprzód. Ale Mati, stary weteran, w końcu to jego trzeci sezon tego serialu, no i ma na koncie mnóstwo innych 'produkcji' w postaci kilku zabawnych serii ;)
Polecam przekonać się samemu!
https://www.youtube.com/user/Kyuukei69

Oczywiście jak najbardziej zachęcam do poprzednich sezonów Asi i Matiego, by mieć pojęcie, skąd taki a nie inny rozwój wypadków w sezonie, który obecnie się tworzy ;D

piątek, 18 lipca 2014

Praktyki, kuzynowie, serial... czyli wielki misz-masz i wielkie zamieszanie!

Niby wakacje, miało być spokojniej, mniej na głowie i takie tam... a u mnie wciąż się dzieje. A to praca, a to bieganie, a to jakieś spotkania, a to jakieś imprezy, a to załatwianie, a to coraz nowsze pomysły na życie... i ani chwili spokoju. Jak to zwykle u mnie bywa. 
Koleżanka nawet pytała, czy pomogę jej zorganizować jakiś zespół na koncert. A ja, oczywiście, zawsze chętnie pomagam ludziom. Jak to ja.

Praca pracą, czekam na urlop, wygrzewając się z dziećmi na ogródku przedszkolnym, wiadomo ;)
Ale wracam z pracy, a tam zaś dzieci! No, może nie dzieci, już prawie nastolatkowie ;)
W każdym razie od jakiegoś czasu wakacje spędza u mnie kuzyn. A żeby się nie nudził, wzięłam mu drugiego kuzyna do towarzystwa. Wierzcie lub nie, ale oni we dwóch są bardziej absorbujący niż cała grupa przedszkolna! Tak więc się nie nudzę (i nie odpoczywam!), ale też staram się nie narzekać na zmęczenie za bardzo. 
Bo zmęczona to dopiero będę w przyszłym tygodniu ;D
A wszystko za sprawą praktyk. Tak, rok szkolny się skończył, więc pora na praktyki w zakładzie.
Zaczynam w poniedziałek i już na wstępie mam klientkę. I to najgorszą z możliwych, bo strzyżenie krótkich włosów, czego boję się najbardziej, bo wciąż nie wierzę, że umiem to dobrze. Jakby nie wystarczającym stresem był dla mnie sam fakt praktykowania. Cóż, z drugiej strony się cieszę, bo klientka znajoma, a fryzjerka z zakładu na pewno pomoże, więc na aż tak głęboką wodą mnie nie rzucają

No i jak to dumnie brzmi - moja pierwsza klientka w profesjonalnym zakładzie fryzjerskim! :D

A między pracą i praktykami wypadałoby znaleźć czas dla Mateusza i zmotywować go (a może też bardziej siebie popędzić) do nagrywania serialu. W końcu tyle szumu narobiłam, a jakoś nie idzie nam to zbyt szybko do przodu. Ale obiecujemy wziąć się do pracy! Prawda, Mati? ;D


wtorek, 1 lipca 2014

Paznokcie.

Dziś będzie króciutko i szybciutko. Do tego na specjalne życzenie! ;)
Bo Angela prosiła, by napisać coś o paznokciach.
Więc coś napisać mogę. Ale czy ktoś coś z tego wyniesie - nie sądzę xD

Bo - choć wstyd się przyznać -  prawda jest taka, że ja się na paznokciach kompletnie nie znam. Chyba nawet nie lubię się nimi zajmować, choć mi się zdarza xD
I choćbym nie wiem, jak się starała, nic mądrego nie napiszę.
Pomalować, owszem, pomaluję. Nawet zrobię żelowe, jak mam natchnienie. 
Ale z natchnieniem ostatnio ciężko, do tego brak mi materiałów, a do zakupu nowych jakoś nie mam głowy i wciąż to przekładam. Dlatego nie mam za bardzo czym się chwalić.

Jednak, żeby nie było, że piszę o tym, że nie mam o czym pisać, to specjalnie dla Angeli się postarałam i (mam nadzieję, że do spotkania wytrzymają!) zmalowałam sobie 'wzorki' na swoich paznokciach.




Cóż, nie powiem, by wyglądało to profesjonalnie, ale od czegoś trzeba zacząć, nie? ;)