środa, 31 grudnia 2014

Londyn, fasola i Nowy Rok ;)

No i kończy się nam kolejny rok.
Rok dość wyjątkowy, bo pełen wyzwań i pełen zmian. Rok właściwie naprawdę dobry.

Ale o całym roku pisać nie będę, bo i po co? Ja swoje wiem, cały świat niekoniecznie musi ;)

Chciałam za to podzielić się pewnym wydarzeniem sprzed około dwóch tygodni, bo było to coś niesamowitego dla mnie.
Wybraliśmy się z Mateuszem na wycieczkę do Londynu. I to nie byle jaką, bo naszym 'przewodnikiem' był mój tata. Wiedziałam, że będę płakać, jak go zobaczę, w końcu ostatni raz widzieliśmy się trzy miesiące wcześniej i nie wiadomo, kiedy znowu zobaczę się z rodziną. Ale nie myślałam, że tęskniłam aż tak, by płakać jeszcze dłuuugo po powrocie. No cóż, beksa ze mnie ;)

Samo miasto przepiękne. Zwłaszcza, że pogoda nam dopisała i cały dzień świeciło nam słoneczko :)
Zrobiliśmy sobie więc spacer, zaczynając od Pałacu Buckingham, a potem szliśmy wzdłuż Tamizy, mijając takie atrakcje jak Big Ben, London Eye, London Bridge, Tower of London, Parlament i przepiękne mini-miasteczko świąteczne. Czyli co najważniejsze zaliczyliśmy ;)

W dodatku Mateusz wszystko nagrał i zmontował dla mnie piękny film z tego dnia - http://youtu.be/JfQPZMvqcno :)

I choćbym nie wiem, jak narzekała na te wszystkie godziny spędzone w busie, niewyspanie, zmęczenie i początkowe zamieszanie z odnalezieniem się, to bez wahania powtórzyłabym to w każdej chwili, bo jednak możliwość spędzenia czasu z tatą znaczy dużo więcej niż cokolwiek innego, gdy mieszka się tak daleko od najbliższych.

Oczywiście nie narzekam, bo przecież nie jest nam tu źle we dwoje i nie można powiedzieć, byśmy się nudzili tutaj...
Chociaż może ten film jest raczej dowodem na nudę i wynikające z niej głupie pomysły -
http://youtu.be/attRt1DQlfk

Dla nas w każdym razie nagrywanie go było przezabawne, co widać po moim ciągłym śmiechu, daleko mi do powagi Mateusza przed kamerą ;)

A teraz już nie pozostaje mi nic innego, jak życzyć wszystkim szczęśliwego Nowego Roku. Oby był rokiem spełnionych marzeń i ciepłych relacji międzyludzkich.
Powodzenia w roku 2015! ;)

poniedziałek, 24 listopada 2014

Asia i Mati - bonus :)

W ten weekend nie było kolejnego odcinka serialu, więc na pocieszenie jest 'Asia i Mati od kuchni'  http://youtu.be/Pr0ouu5DX5k :)

Zanim tu przyjechaliśmy, zarzekałam się, że nie chcę porzucać bloga, że na bieżąco będę pisała o naszych postępach w układaniu sobie życia. Jednak minęły niemal dwa miesiące, a ja nawet tu nie z ajrzałam, poza udostępnianiem kolejnych odcinków Asi i Matiego.
Trochę żałuję, brakowało mi tego. Ale z drugiej strony brakowało motywacji i siły na cokolwiek ponad próby odnalezienia się w nowym świecie.
Teraz wygląda na to, że sytuacja się stabilizuje, więc chciałam zameldować, że żyjemy i mamy się dobrze. Oczywiście trochę tęsknimy za Polską i parę razy rozważaliśmy wcześniejszy powrót, ale chyba jednak zdecydujemy się tu zostać jeszcze przez jakiś czas ;)

Co do samej idei bloga - miał być początkowo czymś w stylu dokumentacji moich dokonań w dziedzinie fryzjerstwa, potem również reszty moich przeróżnych dokonań. Teraz, jeśli miałabym kontynuować jego prowadzenie, pewnie zyskałby formę bardziej prywatną, pamiętnikową, zawierającą przemyślenia, odczucia, cokolwiek, co chciałabym z siebie gdzieś wyrzucić. W końcu tu i tak niewiele z jego początkowych założeń realizuję.

poniedziałek, 20 października 2014

niedziela, 5 października 2014

niedziela, 28 września 2014

Asia i Mati - ep04s03.

Wczoraj miał premierę ostatni publikowany w Polsce odcinek Asi i Matiego ;)
Tym razem z moim udziałem i to w dwóch rolach! ;D
Najpierw gościnnie pojawiła się Mamuśka, czyli serialowa mama Asi i Matiego, a chwilę potem już moja właściwa postać - kurierki.
Tak więc zapraszam do oglądania i komentowania, jak mi poszło ;D

http://youtu.be/nSxDi3bcnkg

W kolejną sobotę będziemy już w wielkim świecie z Mateuszem. Ale serial wcale nie będzie z tej racji zawieszony, odcinki będą dodawane regularnie co sobotę :D

A wcześniej pewnie możecie się spodziewać mojej relacji z pierwszych wrażeń podróży :D

piątek, 26 września 2014

PODZIĘKOWANIE, POINFORMOWANIE, POŻEGNANIE - POZYTYWNIE!









Pożegnanie. Każdy ma jakiś tam swój sposób. Kyuu pożegnał się w swoim stylu - filmem na yt.
Więc i ja po swojemu - postem na blogu. Właściwie nie chcę się z blogiem żegnać, mam nadzieję, że mimo wszystko będę mogła go regularnie prowadzić, informując o naszych postępach w nowym świecie ;)


Żegnamy się na pewno z najbliższymi. Z rodziną, przyjaciółmi, znajomymi. Z wieloma nie pożegnamy się osobiście, może nawet nie zwrócą uwagi, że w ogóle wyjechaliśmy. Ale za każdym pewnie nieraz zatęsknimy ;)
Żegnamy się też z krajem. Ze wszystkim co znamy, co rozumiemy. I wyruszamy do świata, w którym wszystkiego będziemy musieli nauczyć się na nowo.
Trzymajcie kciuki, ruszamy we wtorek! ;)


niedziela, 21 września 2014

Pożegnanie z Kotkami; Asia i Mati - ep03s03.

Czasem tak jest, ze trzeba podjąć trudną decyzję. Dla mnie najtrudniejszym okazało się opuszczenie Dzwoneczka. A tak właściwie najbardziej mojej grupy. Bo człowiek się jednak przywiązuje, a dla takich dzieciaczków to już najłatwiej stracić głowę.
Jednak decyzja zapadła i trzeba się było pożegnać. Już samo to było dla mnie wystarczającym powodem do łez, ale po przygotowanym przez rodziców, dzieci i dziewczyny z pracy pożegnaniu, wzruszenie mnie pochłonęło i cały piątek przepłakałam.

Zupełnie nie spodziewałam się czegokolwiek. A już a pewno nie prezentów. Te od rodziców są naprawdę piękne, czuję się naprawdę doceniona przy wychowaniu ich dzieci po ich słowach, a bransoletkę noszę już teraz na szczęście. Książkę za to zostawiam sobie na długie, deszczowe wieczory tam daleko.



Ale to te od dzieci i dziewczyn zachwyciły mnie najbardziej. W końcu wykonane własnoręcznie - od mojej grupy dostałam album z rysunkami i dedykacją od każdego dzieciaczka (nawet teraz się wzruszam, myśląc o tym geście!), a od koleżanek ręcznie wykonane pluszowe kotki, bym nigdy nie zapomniała, że jestem częścią grupy Koteczków :)


Rysunki jednak zachowam dla siebie tylko, zabieram je ze sobą i zawsze, gdy zatęsknię, będę mogła do nich wrócić i sobie przypomnieć, że nie tylko one były dla mnie ważne, ale i o mnie tam ciepło myślą :)

Mam nadzieję, że jeszcze Was zdążę odwiedzić, zanim pójdziecie do szkoły, kochani! :)



A odchodząc od tematu pożegnań - jak co sobotę, wczoraj miał premierę kolejny odcinek Asi i Matiego.
Polecam, polecam, w końcu pojawiam się tam także i ja!

Na razie tylko na kilka sekund i na samym końcu, ale zawsze to już debiut ;D
Odsyłam do obejrzenia na yt: http://youtu.be/c6bM_YcGujA

niedziela, 14 września 2014

Asia i Mati - ep02s03.

No i już za nami premiera drugiego odcinka. Poznajemy Leśniczą i Rurka, delikatnie posuwamy fabułę do przodu. A do tego mój ulubieniec z tej serii - ojciec Asi i Matiego ;D 
Słowem - akcja się rozkręca! 

http://youtu.be/CCzf9JBvHeQ

A jak praca nad całością? Cztery kolejne odcinki czekają już na swoją premierę, dziś miałam okazję obejrzeć szósty ;)
Do tego nagraliśmy dziś kilka moich dialogów, później Mati walczył z Asią nad pozostałymi scenami do siódmego odcinka. I jutro walczy dalej. Całe szczęście, bo przez chwilę obawiałam się, że nie zdąży nagrać całości na czas.

Bo rozkręcają się też nasze plany, powoli wszystko zaczyna się układać i materializować. Ale o tym w szczegółach na koniec września ;D

wtorek, 9 września 2014

Asia i Mati - ep01s03.

Jak zwykle po czasie piszę, ale tym razem mam mocne alibi - w dniu premiery byliśmy na weselu, więc od rana szykowałam całą rodzinę i siebie ;)

Ale już nadrabiam!
W końcu odbyła się premiera pierwszego trzeciego już sezonu Asi i Matiego. Najnowszy sezon ukochanego dzieła mojego Mateusza ruszył w tę sobotę i choć prace nad nim nie zostały jeszcze zakończone, to myślę, że Mati szybko się z tym uwinie i odcinki będą się ukazywały regularnie co sobotę :)

A w odcinku przede wszystkim bardzo przydatne 'poprzednio', ukazujące główne wątki poprzedniego sezonu oraz początek 'ogarniania wspólnych problemów', jak możemy przeczytać w opisie odcinka.
Ogólnie akcja sezonu zaczyna się tydzień po zakończeniu poprzedniego, dlatego mimo wszystko warto nadrobić, jeśli się nie oglądało - oczywiście polecam, nie tylko dla fabuły, ale i dla poczucia humoru ;)
Może i żarty bywają specyficzne, ale ja (i nie tylko!) nieraz uśmiałam się do łez ;D

Więcej nie zdradzam, tylko odsyłam do odcinka na yt:
http://youtu.be/kxejAh1ZBSY

Oraz do poprzednich sezonów, dla tych, którzy chcą nadrobić:
Sezon I:
http://www.youtube.com/playlist?list=PL0bwHC-TdmVu-yriWSsCKy4Fcng4nHcsu
Sezon II: 
http://www.youtube.com/playlist?list=PL0bwHC-TdmVsJKYK0EyEdVLCt-kkEUXBn
 
No i oczywiście nie byłabym sobą, jakbym nie odesłała również do zwiastunów obecnego sezonu, bo oba są zrobione naprawdę genialnie - widać, że Kyuu się stara, ma pomysły i odpowiednie umiejętności, by to zgrabnie i ciekawie poskładać do kupy ;D
Zwiastun I:

http://youtu.be/fyTAGYslhVw
Zwiastun II:
http://youtu.be/tXw7htaE4lk





A korzystając jeszcze z okazji (żeby nie było, że zupełnie zapominam o celu założenia bloga i moja 'kariera' stoi w miejscu), pochwalę się, że dziś zaliczyłam wewnątrzszkolny test z kkz-u i złożyłam deklarację o egzamin kwalifikacyjny z wykonywania zabiegów fryzjerskich. Jeśli uda mi się podejść do tego egzaminu oraz zdać go, ucząc się o własnych siłach, będę już oficjalnie fryzjerką :D
I choć wciąż zostaje to 'jeśli', wynikające z pewnych istotnych decyzji, to wolę nie zapeszać i być dobrej myśli ;)

poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Urlopowo.~

Uhuhuhuhu, ale ja zaniedbuję bloga. Ale wiadomo - urlop. Czyli teoretycznie więcej czasu na wszystko, ale też mniej weny na coś konkretnego ;)
Właściwie nawet miałam zamiar coś napisać, ale tu się gdzieś jechało, tam coś załatwiało, potem się odpoczywało... i tak zleciały trzy tygodnie. I znowu trzeba było iść dziś do pracy.

Ale praca pracą, a my z Matim dalej wspominamy wczasy.
O, tu je wspominamy, w minivlogach, zwanych raporcikami:
Raport 01: http://youtu.be/7n8LjBeLEUM
Raport 02: http://youtu.be/Np0fW5dkwkQ 

Takich raporcików mamy jeszcze kilka, w najbliższych będziemy zwiedzać ruinki i wybierzemy się na wojnę! ;D

Miałam je wszystkie montować własnoręcznie, ale jakoś tak wyszło, że zastąpiły mnie zdolne rączki Matiego i tylko dlatego możecie to oglądać, ja wymiękłam zaraz po włączeniu programu do montażu xD
Ale chociaż z filmami sobie nie poradziłam, to udało mi się wykorzystać fakt posiadania aparatu i kilka zdjęć mamy ;D

Oczywiście w pociągu, razem z Maćkiem, bo jak się otaczać ładnymi chłopakami, to od razu dwoma, nie jednym ;D



 I nad jeziorem, żeby był dowód, że chociaż stopy zamoczyłam, mimo, że upał nie dopisał ^^



A ten budynek zwiedzimy w jednym z vlogów, wyczekujcie!



Wcześniej byłyśmy jeszcze z Natalką we Wrocławiu, żeby pokibicować chłopakom z BVB na żywo ;D


Koszulki (Natalka ma taką samą) przygotowałam osobiście, specjalnie z okazji tego meczu :D


A po powrocie świętowaliśmy z Mateuszem naszą pierwszą rocznicę <3



A to tylko niektóre z wydarzeń, tak więc urlop bardzo intensywny i jak najbardziej udany :D

W dodatku Mati ostro pracuje nad serialem, niedługo pojawi się pierwszy trailer. A czasu na produkcję coraz mniej, bo już niedługo czekają nas pewne istotne zmiany otoczenia ;)
Ale o tym jeszcze ciii...


wtorek, 29 lipca 2014

Hugh Laurie i bonus z serialu ;)

Siedzę i myślę, co napisać o koncercie. Jedyne, co mi przychodzi do głowy to 'Wow!'. Niezbyt rozbudowana relacja, jak sądzę ;D
No, ale po kolei (i w wielkim skrócie)...

Wrażenia z podróży może pominę, bo jak się pociągami jeździ, to wiedzą raczej wszyscy. No, może nie każdy pociąg jest klimatyzowany i czysty jak ten nasz, ale każdy jedzie, trzęsie i zawiera mnóstwo ludzi xD
Sam Poznań też pominę, bo 'zwiedzaliśmy' jedynie drogę do UAM i z powrotem oraz dworzec PKP. Tak, tyyyyle zwiedzania xD
Ale jechaliśmy na koncert, nie turystycznie, więc mamy jakieś tam usprawiedliwienie. 
I tylko ten koncert zaprzątał nam głowy. Dla niego spędziliśmy niemal dobę w pociągach, busie i samochodzie (wygodniccy!) i nie żałujemy ani chwili.

No bo to tak. Jest sobie Starszy Pan, ma nawet łysinkę na czubku głowy.
Ktoś go tam kojarzy z serialu, ktoś inny nie ma pojęcia, kim był jakiś tam Dr House.
Ale my wiemy. 
I w pewnej chwili się okazuje, że my siedzimy na wielkiej auli, dookoła każde krzesło zajęte, na scenie brzdąka sobie jakiś zespół, ma nawet nazwę - The Bottom Copper Band.
A potem na środek wychodzi właśnie ten Starszy Pan. I nie, nie śpiewa. Wita się, my się śmiejemy, on coś mówi, my się śmiejemy jeszcze bardziej. Takie tam bzdury, a my mu nawet brawo bijemy za to!
Ale w końcu bzdury się kończą i ten Pan Starszy, Hugh Laurie, zaczyna śpiewać. 

I to jak śpiewa! 
Panie piszczą, panowie klaszczą, nikt nie mdleje, a Hugh śpiewa dalej i jeszcze gra na fortepianie.
Potem śpiewają panie spod sceny, Hugh się zachwyca. Śpiewają panie ze sceny, widownia się zachwyca. 
Ogólnie zachwyt obustronny. Potem są jeszcze żarty, przemowy, tango!, Hugh pije whisky, zespół pije whisky, publiczność wstaje, tańczy, klaszcze, piszczy, śpiewa. 
Szaleństwo. Ale szaleństwo w pełnej kulturze (niemal)! Ale to niemal pominiemy, panią poniosły emocje, a myśmy mieli pecha siedzieć za nią.
W każdym razie po niemal 2,5 godziny Hugh się żegna i schodzą ze sceny, a my wraz z tłumem wychodzimy przeżywać koncert dalej, tym razem już każdy prywatnie, po swojemu. My z Mateuszem przeżywamy w trakcie drogi na pkp, czekając na pociąg, biegnąc przez cały dworzec (bo na 3 minuty przed odjazdem postanowili poinformować, że pociąg odjeżdża z drugiego końca dworca niż powinien według rozkładu), jadąc całą noc do domu, a nawet dziś jeszcze i pewnie przez długie kolejne dni ;D

Kto chce, temu polecam zapoznać się z jego twórczością, bo warto. Kto nie chce - traci cenne doświadczenie, ale to jego zmarnowane życie, niech go mama za to każe, nie ja ;D

Ale za to każdy, obowiązkowo!, musi zapoznać się z tym, co wkleję poniżej. Taki mały trailer serialu, bo ostro pracujemy! 
... znaczy Mati pracuje, a my tylko się wygłupiamy przed kamerą, ale i tak się bardzo staramy wyglądać przy tym naturalnie i mądrze ;D
A Mati tylko krzyczy 'CIĘCIE!' (choć nie tylko xD) i po wszystkim pędzi do domu, gdzie montuje, montuje, montuje. I tak zmontował już trzy odcinki, a jak dobrze pójdzie, dziś dokręcimy do końca czwarty i jego też już zmontuje. Bo to pracowity człowiek jest!
W każdym razie polecam ten maleńki fragmencik jego twórczości :D


sobota, 26 lipca 2014

Praktyki - podsumowanie tygodnia.

Właściwie chciałam pisać na bieżąco, każdego dnia opisując, co akurat robiłam, ale niestety po powrocie byłam zbyt zmęczona, by cokolwiek pisać.
Dlatego też uznałam, że jak opiszę wszystko razem, to też nie będzie źle, przynajmniej będę miała to w kupie ;D
Choć nie sądzę, by komukolwiek chciało się tyle tego czytać xD

O pierwszym dniu było poprzednio, więc tylko szybciutkie przypomnienie - strzyżenie mamy, czesanie Lily, w międzyczasie podglądywanie profesjonalistki przy pracy ;)

We wtorek miał wpaść kolega na strzyżenie, ale coś mu wypadło w pracy, więc przerzuciliśmy go na środę, a ja prawie cały dzień poświęciłam Lily i zakładowej główce :)
W efekcie u Lily powstał kok hiszpański z warkoczami z czterech pasm po obu stronach głowy (czego niestety nie widać na zdjęciu, mój telefon fatalnie się spisał tego dnia).








Natomiast główce z zakładu zakręciłam włosy na szczotce. Pierwszy raz robiłam coś takiego i przyznaję, że po takim modelowaniu przez dwa dni mnie potem nadgarstek bolał od trzymania szczotki xD



Ale czasu na ból nie było, bo na środę miałam umówione dwa strzyżenia męskie i trzeba było znowu machać nadgarstkiem, tym razem trzymając grzebień ;)
Przy pierwszym strzyżeniu pobiłam rekord czasowy, zajęło mi godzinę xD 
I nie było zbyt wiele do poprawy, zostałam pochwalona i nabrałam tyle pewności siebie, że nie mogłam się doczekać kolejnego modela.
Tylko tym razem niestety nie szło mi aż tak dobrze. I choć zdawałam sobie sprawę, że strzyżenie na irokeza wymaga więcej wprawy niż klasyczne, to cała wiara w siebie wyparowała i kompletnie się poddałam, tu już narobiłam błędów, Anetka poprawiła całkiem sporo.
I choć i tak zostałam na koniec pochwalona, to jednak pozostaje ta przykra świadomość, że poszło nie tak.
No i ta maszynka... serio, zdecydowanie wolę robić całe cieniowanie nożyczkami niż brać do ręki maszynkę, nie umiem jej wyczuć. Tak, tak, niby banalne, ale jednak nie dla mnie xD

W każdym razie obaj panowie wyszli raczej zadowoleni i obaj zapewnili, że nie wymaga to zgolenia się na łyso i mogą tak chodzić. Mam nadzieję, że nie oszukali i jak ich przypadkiem spotkam na ulicy, to nie zobaczę łysinek ;D

W czwartek fizycznie dawałam jeszcze radę, ale psychicznie już zawodziłam, więc jak mi się modelka rozsiadła na fotelu i powiedziała 'rób, co chcesz', to kompletnie nie miałam na nią pomysłu. Najpierw próbowałam modelować w ten sam sposób, co główkę poprzednio, ale włosy się nie chciały kręcić. Więc w ruch poszły jakieś warkocze, jakieś plątańce, jakieś nie wiadomo co - nic konkretnego, co nadawałoby się, by ją tak wypuścić z zakładu. Wyszła w końcu po trzech godzinach z pseudoirokezem (mój kolejny 'pierwszy raz' w wykonywaniu) i dwoma wywijanymi do spodu warkoczami. Niestety nie miałam czym uwiecznić efektu, więc zdjęcia nie będzie. 

W piątek za to sytuacja się odwróciła, bo fizycznie padałam (kto chodzi biegać po czterech dniach spędzania 5 godzin dziennie ciągle na stojąco?), za to motywację miałam sporą, bo to już nie była tylko moja modelka, ale też klientka zakładu, płacąca za wykonywaną przeze mnie usługę - odnowę biologiczną
Duże wyzwanie, bo skoro ktoś płaci, to wymaga profesjonalnej obsługi, dlatego starać się trzeba było jeszcze bardziej, zwłaszcza, że znów dopiero uczyłam się zabiegu.
No to się starałam, tym razem też poświęciłam 3 godziny jednej osobie, ale było warto, gdyż jeszcze po powrocie do domu dziewczyna pisała mi, że się nie może nacieszyć włosami, ich nową jakością ;)
Może ja mniej zadowolona wróciłam, bo modelowanie nie wyszło mi tak jak powinno, choć z całych sił starałam się to opanować. Chyba bardzo się rzucało w oczy, że momentami sobie nie radzę, bo pozostałe klientki na salonie dziwnie zerkały w moją stronę xD

W każdym razie po raz kolejny baaaaaardzo serdecznie dziękuję za chęć pomocy i wizytę na zakładzie wszystkim moim modelom. Oraz za cierpliwość, bo tę podziwiała nawet Anetka, która nadzorowała moje praktyki ;D

Po całym tygodniu niezbędny był masaż, ponieważ nieprzyzwyczajone do takiego wysiłku barki i plecy bolały nieziemsko. Ale tym zajął się mój Mateusz i choć odczuwam coś na kształt zakwasów, to mogę już swobodnie ruszać rękami xD
Pozostał ból nóg, co przy wizji jutrzejszego dnia spędzonego w pociągu mnie lekko przeraża, ale chyba dam radę to znieść, w końcu czekamy na ten wyjazd już od kwietnia.
Taak, to już jutro wieczorem zobaczymy z Matim Hugh Lauriego na żywo, znanego bardziej jako Dr House ;)
Tym razem jednak nie będzie nikogo leczył, a śpiewał dla nas <3
Jeśli Mati się nie rozmyśli z brania kamery, to pewnie po powrocie pochwalę się jego relacją z wyjazdu ;D

poniedziałek, 21 lipca 2014

Praktyki - dzień 1.

No, to pierwsze praktykowanie za mną (i za Lily) ;D
Okazało się, że wcale nie trzeba się było aż tak denerwować, wszyscy przyjęli mnie ciepło i chętnie pomagali. Jedynie moja klientka rozpaczała, że strzyżenie trwało dłużej niż by chciała... dużo dłużej xD
Ok, może 1,5h to nie jest najlepszy czas na trwanie strzyżenia, ale kiedyś dojdę do takiej wprawy, by zrobić to w 15 minut ;D
Na razie cieszę się tylko, że moje wykonanie zostało pozytywnie ocenione i pochwalone.

Po strzyżeniu przyszedł czas na zajęcie się Lily. Najpierw walczyłyśmy z kokiem w kształcie kokardy, ale szło nam średnio, więc przerzuciłyśmy się na warkocze. To nam lepiej poszło :)


W dodatku zdążyłam się też czegoś nauczyć z teorii, więc pierwszy dzień praktyki jak najbardziej udany.
Zobaczymy, co przyniosą kolejne :D


A tak poza praktykami, to wczoraj wzięliśmy się ostro do nagrywania. Całą moją jedną scenę i kilka scen Matiego i Klary. Miałam się pochwalić nawet urywkiem swojego występu, ale wciąż czekam, aż mi go Mati prześle, może następnym razem ;)

Ale przyznam, że kupa z tym zabawy, a jeszcze więcej roboty. W życiu nie sądziłam, że aby nagrać najprostszą scenę, trzeba przemyśleć i dopilnować każdy najmniejszy szczegół otoczenia, myśląc kilka kroków wprzód. Ale Mati, stary weteran, w końcu to jego trzeci sezon tego serialu, no i ma na koncie mnóstwo innych 'produkcji' w postaci kilku zabawnych serii ;)
Polecam przekonać się samemu!
https://www.youtube.com/user/Kyuukei69

Oczywiście jak najbardziej zachęcam do poprzednich sezonów Asi i Matiego, by mieć pojęcie, skąd taki a nie inny rozwój wypadków w sezonie, który obecnie się tworzy ;D

piątek, 18 lipca 2014

Praktyki, kuzynowie, serial... czyli wielki misz-masz i wielkie zamieszanie!

Niby wakacje, miało być spokojniej, mniej na głowie i takie tam... a u mnie wciąż się dzieje. A to praca, a to bieganie, a to jakieś spotkania, a to jakieś imprezy, a to załatwianie, a to coraz nowsze pomysły na życie... i ani chwili spokoju. Jak to zwykle u mnie bywa. 
Koleżanka nawet pytała, czy pomogę jej zorganizować jakiś zespół na koncert. A ja, oczywiście, zawsze chętnie pomagam ludziom. Jak to ja.

Praca pracą, czekam na urlop, wygrzewając się z dziećmi na ogródku przedszkolnym, wiadomo ;)
Ale wracam z pracy, a tam zaś dzieci! No, może nie dzieci, już prawie nastolatkowie ;)
W każdym razie od jakiegoś czasu wakacje spędza u mnie kuzyn. A żeby się nie nudził, wzięłam mu drugiego kuzyna do towarzystwa. Wierzcie lub nie, ale oni we dwóch są bardziej absorbujący niż cała grupa przedszkolna! Tak więc się nie nudzę (i nie odpoczywam!), ale też staram się nie narzekać na zmęczenie za bardzo. 
Bo zmęczona to dopiero będę w przyszłym tygodniu ;D
A wszystko za sprawą praktyk. Tak, rok szkolny się skończył, więc pora na praktyki w zakładzie.
Zaczynam w poniedziałek i już na wstępie mam klientkę. I to najgorszą z możliwych, bo strzyżenie krótkich włosów, czego boję się najbardziej, bo wciąż nie wierzę, że umiem to dobrze. Jakby nie wystarczającym stresem był dla mnie sam fakt praktykowania. Cóż, z drugiej strony się cieszę, bo klientka znajoma, a fryzjerka z zakładu na pewno pomoże, więc na aż tak głęboką wodą mnie nie rzucają

No i jak to dumnie brzmi - moja pierwsza klientka w profesjonalnym zakładzie fryzjerskim! :D

A między pracą i praktykami wypadałoby znaleźć czas dla Mateusza i zmotywować go (a może też bardziej siebie popędzić) do nagrywania serialu. W końcu tyle szumu narobiłam, a jakoś nie idzie nam to zbyt szybko do przodu. Ale obiecujemy wziąć się do pracy! Prawda, Mati? ;D


wtorek, 1 lipca 2014

Paznokcie.

Dziś będzie króciutko i szybciutko. Do tego na specjalne życzenie! ;)
Bo Angela prosiła, by napisać coś o paznokciach.
Więc coś napisać mogę. Ale czy ktoś coś z tego wyniesie - nie sądzę xD

Bo - choć wstyd się przyznać -  prawda jest taka, że ja się na paznokciach kompletnie nie znam. Chyba nawet nie lubię się nimi zajmować, choć mi się zdarza xD
I choćbym nie wiem, jak się starała, nic mądrego nie napiszę.
Pomalować, owszem, pomaluję. Nawet zrobię żelowe, jak mam natchnienie. 
Ale z natchnieniem ostatnio ciężko, do tego brak mi materiałów, a do zakupu nowych jakoś nie mam głowy i wciąż to przekładam. Dlatego nie mam za bardzo czym się chwalić.

Jednak, żeby nie było, że piszę o tym, że nie mam o czym pisać, to specjalnie dla Angeli się postarałam i (mam nadzieję, że do spotkania wytrzymają!) zmalowałam sobie 'wzorki' na swoich paznokciach.




Cóż, nie powiem, by wyglądało to profesjonalnie, ale od czegoś trzeba zacząć, nie? ;)

środa, 25 czerwca 2014

Szorty DIY.

Jako, że mam sporo wolnego czasu i mnóstwo ciuchów, w których już nie chodzę, postanowiłam to jakoś wykorzystać i część z nich przerobić na coś innego. Oczywiście żadne szaleńczo profesjonalne przeróbki, kilka prostych zabiegów, dzięki którym mogę się wyżyć twórczo. No i przy okazji jest szansa, że rzeczy, które dotąd zalegały mi w szafie, zaczną nowe życie .
A jak nie wyjdzie? Trudno, nie będzie mi szkoda, zwolnię trochę miejsca w szafie na nowe nabytki ;)

Zaczęłam od spodni. Bo z tym zawsze wiadomo, co zrobić - szorty. Akurat na wakacyjne upały (oby!) i chyba akurat w modzie (ach, to moje zainteresowanie najnowszymi trendami! xD). A nawet jeśli nie, to zawsze będą 'na zaś' ;D

Z rozmachu powstały aż trzy pary. Albo nie, dwie.
Bo ogólnie posiadam trzy pary przerobione przez siebie, ale te pierwsze powstały już jakiś czas temu i choć są najprostsze, to już wiem, że są moje ulubione :)

Aby powstały, wystarczyło tylko obciąć nogawki spodni, podwinąć i podszyć, a za to jaki efekt!



Za to w tym tygodniu powstały spodenki bardziej fantazyjne ;D

Pierwsze - postrzępione, z flagą brytyjską. Nie, żebym była jakąś wielbicielką UK. Szukałam wzoru na całą nogawkę, pokrytą plamami z rozjaśniacza (ach, moja niezdarność!), a że mój ukochany swego czasu wspominał, że ten motyw na ciuchach mu się podoba, to go wykorzystałam. I proszę- plam nie widać, spodenki otrzymały kolejną szansę na publiczne wyjścia xD



I drugie - fioletowe, z ćwiekami. Na lewej nogawce planuję je do końca przetrzeć na tym jasnym śladzie, jak tylko przestaną mnie boleć ręce od strzępienia i wbijania ćwieków ;D



Teraz tylko pozostaje pytanie, czy starczy mi odwagi, by w nich chodzić... albo czy w ogóle nadają się do tego? xD




A w planach mam jeszcze kilka koszulek, zobaczymy, co z tego wyjdzie ;)
Pomysły już mam, teraz tylko zamówić kilka farb do tkanin i znów nabrać ochoty na bałaganienie ;D

niedziela, 22 czerwca 2014

Kwiatek.

Wprawdzie obiecałam, że będzie o paznokciach, dlatego tyle czasu zwlekałam z pisaniem czegokolwiek, szukałam inspiracji i jakiegoś tematu. Niestety, niczego nie wymyśliłam, bo po pierwsze ostatnio nie w głowie mi paznokcie, brak materiałów i motywacji, a po drugie znowu zdrowie skutecznie odbiera mi chęci i siłę na cokolwiek. 

Jednak coś tam jeszcze w zanadrzu mam ;)
Jakiś czas temu koleżanka pytała, czy umiałabym zrobić jej na głowie kwiatka z warkocza. Otóż myślę, że tak, bo podobną fryzurę ćwiczyłam z Lily i chyba jeszcze jej tu nie publikowałam.
W każdym razie sobie nie przypominam, więc dziś taka fryzura:






















Poza tym pozwoliłam sobie na kolejne dwa strzyżenia na świeżym powietrzu i nawet nie zostałam za nie skrytykowana ;)
Może jednak będą ze mnie ludzie? Czas pokaże...
A tymczasem eksperymentuję z własnymi włosami, aż sama się boję spojrzeć w lustro ;>

wtorek, 3 czerwca 2014

Warkocz z wstążką.

Odkąd tylko go zobaczyłam, chciałam się go nauczyć. 
Ćwiczyłam, ćwiczyłam, ćwiczyłam... i w końcu się udało! A przynajmniej mniej więcej ;)



Jednak jak już chciałam go wykonać na modelce, bez pomocy filmu instruktażowego - kompletna porażka xD
Tak więc modelka musiała się zadowolić zwykłym dobieranym z czterech pasm. I z tego, co mówiła, zadowoliła się ;D



A co do warkocza z wstążką... zamierzam dalej ćwiczyć, aż w końcu się nauczę go porządnie wykonywać :D

piątek, 30 maja 2014

Wirus.

"Nikt nie każe Ci iść dalej.
Można siedzieć i czekać na śmierć. To też jest godne, jest honorowe, może być przyjemne, jeśli ktoś potrafi czerpać z tego przyjemność. Nikt nigdy nie powiedział, że tylko kiedy się idzie naprzód, to dopełnia się los człowieka. Można korzystać z chwili, można sobie popijać winko czy wódkę. Można tak siedzieć. Można tak siedzieć aż do śmierci... I nikt nie ma prawa zarzuć komukolwiek, że robi źle, że nie tak, że powinno się robić inaczej. To nie jest niczyja sprawa. Można siedzieć na trotuarze i czekać... Wszystko w porządku. Robisz dobrze, robisz, jak chcesz, robisz, co chcesz. Bo nie ma idealnej recepty na życie. Każda recepta dobra. Każdy może robić, co chce, i nie będzie żadnych pretensji. 
Każdy jednak... każdy może też wstać i ruszyć dalej. 
Można siedzieć i czekać, co przyniesie los, można też pójść za najbliższy róg i zobaczyć, czy tam jest coś ciekawego. Każdy może ruszyć dalej i w tym wypadku również nikt nie może mieć żadnych pretensji...
(...)
Pokazuję tylko możliwości, jakie Ci zostały."

wtorek, 27 maja 2014

Zielone Przedszkole :)

Ciągle dochodzę do siebie po Zielonym Przedszkolu. Pobyt w Pobierowie zamiast dodać mi energii, strasznie mnie rozleniwił, co sprawiło, że zaniedbuję naukę, ćwiczenia i cały świat. Najchętniej poleżałabym jeszcze na plaży i nie musiała się martwić o nic.

Ale niestety. Życie wzywa :)
Do szkoły mi raczej nie po drodze będzie, ale w końcu trzeba zacząć na poważnie myśleć o egzaminach, jeśli chcę je zdać. Fakt, że zbliżają się wakacje, powinien mnie podwójnie zmotywować, a przynajmniej mam taką nadzieję. Zobaczymy, co z tego wyjdzie.

Na razie jednak trzeba się skupić na pracy. 
Za nami wyjazd nad morze z dzieciaczkami, naprawdę owocne 10 dni: 
- zwiedzaliśmy Kołobrzeg, gdzie grupa płynęła takim statkiem (ja się nie odważyłam xD), 


- Niechorze, gdzie weszliśmy na latarnię morską (tam już ze mną!) oraz Park Miniatur Latarni Morskich. 




 - Byliśmy w Trzęsaczu, dokąd pojechaliśmy Retro Kolejką i 'zwiedziliśmy' tam ruiny kościoła. 'Zwiedziliśmy', a nie zwiedziliśmy, bo ruiny wyglądały tak: 


- Podziwialiśmy zachody słońca, rzeźbiliśmy w piasku, dużo spacerowaliśmy po plaży, jeszcze więcej jedliśmy lodów. A czasem nawet kąpaliśmy się w morzu! 





 
A do tego był bal, grill i świetna zabawa :D 
Część zdjęć wrzuciłam też na naszego fb: 
https://www.facebook.com/pages/Przedszkole-Niepubliczne-Dzwoneczek/254585694699986?ref=ts&fref=ts
Pozostałe pewnie niedługo pojawią się na stronie- http://pdzwoneczek.nazwa.pl/ :) 
A przed nami kolejne wyzwania - wycieczka, noc w przedszkolu, festyn rodzinny.  W Dzwoneczku zawsze dużo się dzieje :D

Za to po pracy... po pracy trzeba zbierać siły, bo nagrywanie serialu w toku, wygląda na to, że powoli zbliża się moja kolej. Ale stres! ;)
Ciekawe, czy dam radę.
I ciekawe, czy trzeci sezon dorówna dwóm pozostałym, dostępnym tutaj:
1. https://www.youtube.com/playlist?list=PL0bwHC-TdmVu-yriWSsCKy4Fcng4nHcsu
2. https://www.youtube.com/playlist?list=PL0bwHC-TdmVsJKYK0EyEdVLCt-kkEUXBn 
A może będzie jeszcze lepszy? ;D


poniedziałek, 5 maja 2014

Asia i Mati. Sezon III.


Nie jest tajemnicą, że nie jestem fanką seriali. 
Moim największym osiągnięciem są pierwsze sezony House'a jakieś setki lat temu. A teraz Dexter, w którego wciąga mnie mój facet. I to wciąga dość skutecznie, ale nie o tym chciałam... ;D

Jest taki jeden serial, z którym związałam się (a właściwie zostałam związana) nie tylko jako widz, ale też jako osoba z tej drugiej strony kamery. Jako aktorka. Cóż, taki kaprys pana reżysera. Ale czego się nie robi dla ukochanego, nie? Tak, pan reżyser i mój mężczyzna to jedna i ta sama osoba ;)
Stresuję się jak cholera, samo myślenie o tym mnie przeraża, ale słowo się rzekło, kamera została włączona i pierwsza scena nagrana.

Sam serial... co by tu rzec? Komedia. Sama nie wiem, o czym będzie, fabuła jest owiana wielką tajemnicą nawet przed aktorami. Dba się o naszą przyjemność z oglądania, kiedy nie wiemy, co nas dokładnie czeka. 
Ale mogę powiedzieć, że źle nie będzie. W końcu pan reżyser, ma już doświadczenie z dwoma poprzednimi sezonami. I zajebiste poczucie humoru ;)

Pamiętam, jak mi pierwszy raz powiedział, że nagrywa filmy na yt. Myślę sobie 'ok, ma chłopak swoje hobby, lubi grać i ma odwagę się tym dzielić z innymi. Fajnie.' A potem obejrzałam te filmy.
Dobra, fanką gier nie jestem największą. Właściwie nawet żadną, bo coś tam słyszałam, w jeszcze mniej grałam, doświadczenia więc mi brak. Powiedzmy sobie szczerze... ja i let's playe? A potem obejrzałam te filmy i...
Oglądam je wszystkie, jestem wręcz uzależniona, ale to nie tak, że 'och, ach, bo mój facet' (no, może czasem xD)... 
Może i jest najlepszy na świecie dla mnie, ale poza mną ma też innych fanów, którzy muszą zadowolić się docenianiem jedynie jego wirtualnej osobowości, zwanej Kyuukei69 (https://www.youtube.com/user/Kyuukei69) i też go oglądają, więc coś tam sobą reprezentuje ;D
I myślę, że oglądają go właśnie dla tego jego poczucia humoru. I tego, jak się stara przy każdym filmie, ile pasji i zaangażowania w to wkłada. Bo to nie jest tak, siąść, włączyć grę, włączyć kamerę i heja! Trzeba w to włożyć sporo pracy. I Mateusz to robi. 
Ma pomysł, stara się zawsze pokazać coś nowego, ciekawego i zabawnego.

Tak samo będzie z jego nowym serialem :D
A ja, choć przerażona i nie do końca przekonana o swoim talencie aktorskim, będę go wspierała w jego tworzeniu i zdecydowania namawiała każdego do sprawdzenia tego. Może akurat ktoś doceni to poczucie humoru i pomysł, którym ja się tak zachwycam? ;)

Do premiery trzeciego sezonu jeszcze wprawdzie kupa czasu, czeka nas pewnie kupa pracy z nagrywaniem, a Mateusza kupa pracy z opracowywaniem tego, montowaniem i ogólnym dopieszczaniem, ale zamierzam na bieżąco relacjonować przebieg pracy :D

A póki co zachęcam (a wręcz nalegam!) do obejrzenia poprzednich sezonów 'Asi i Matiego':
- Asia i Mati. Sezon I: https://www.youtube.com/playlist?list=PL0bwHC-TdmVu-yriWSsCKy4Fcng4nHcsu
- Asia i Mati. Sezon II: https://www.youtube.com/playlist?list=PL0bwHC-TdmVsJKYK0EyEdVLCt-kkEUXBn

 :D

czwartek, 1 maja 2014

Warkocze.~


Odkąd zamieszkała ze mną Lily, sporo ćwiczę różnych fryzur. Ale że gapa ze mnie, w dodatku nieprzyzwyczajona do dokumentowania każdej wykonywanej czynności, to zwykle zapominam zrobić zdjęcia efektów i nie mam się czym chwalić. A jak już zrobię zdjęcie, to i tak nie nadaje się do pokazania, bo marna ze mnie pani fotograf... Coś tam jednak mam ;D

1. Dobierany warkocz z czterech pasm. Sam warkocz naprawdę łatwy, ale przy dobieraniu można się pogubić :)




2. Kłos. Nie lubię tej nazwy, jakoś tak fishtail bardziej mi odpowiada :) jeszcze usiłuję się nauczyć dobieranego, ale na razie mi nie wychodzi, chyba muszę poszukać jakiejś podpowiedzi w internecie ;)



3. ... coś xD Właściwie nawet nie wiem, co miałam na myśli, robiąc te fryzurę, ale ponoć cioci się podobała, więc niech będzie, że pokażę ;)



4. I taki podwójny dobierany - tradycyjny francuz i dobierany do spodu :)



Może niezbyt to eleganckie jeszcze, ale cały czas się uczę.

Uczę się też strzyżeń, których już całkowicie nie dokumentuję, nie wiem nawet, czy modele wyraziliby zgodę ani czy moje nauczycielki byłyby zadowolone z warunków, w jakich strzygłam dwoje ostatnich modeli... bo strzygłam na dworze, gdzie wiało i kompletnie nie posiadałam luster, więc nie miałam jak kontrolować swojej pracy ;)
Ale modelka nie narzekała na efekt, wręcz powiedziała, że 'tak chciała, ale żaden fryzjer jej nie chciał tego zrobić'... cóż, widać tak się nie strzyże, ale ciii... xD
A mojego modela muszę niesamowicie pochwalić, bo był moim zaledwie drugim męskim modelem (nie licząc strzyżeń maszynkami) i miał zaledwie 4 lata, a dzielny był jak żadna inna osoba dotąd! No, może odrobinę się wiercił, ale na szczęście dalej ma uszy, a ja wszystkie palce, więc chyba sukces, nie? ;D






A tak na zaś... 
Dziś 'przywitałam się' z kamerą
Ale o tym to już następnym razem ;D

czwartek, 10 kwietnia 2014

Głowa zwana Lily ;)

No i jest! Po ponad miesiącu oczekiwania - podróżowała aż z Malezji! -  przybyła do mnie moja nowa towarzyszka zabaw ;) 


Po chwili zastanowienia otrzymała imię Lily. Osobiście wahałam się jeszcze przy Julce, ale że mojemu mężczyźnie bardziej podobała się pierwsza opcja, to już tak zostało :)


Tak więc Lily zamieszkała na stole naprzeciw łóżka (i wbrew przypuszczeniom wcale nie straszyła mnie w nocy, więc chyba tam zostanie) i już mamy za sobą pierwsze wspólne fryzury. A właściwie próby fryzur, bo większość z nich nie nadawałaby się na widok publiczny xD
Jedną z nich jednak się podzielę, ponieważ specjalnie ją przygotowałam, by pokazać koleżance jako bazę pod propozycję na fryzurę komunijną :)


Próbowałam takiego warkocza jeszcze w wersji z rozpuszczonym spodem, ale zanim go pokażę, będę musiała mocno potrenować, bo zupełnie nie chciał mi wyjść xD


Co do strony technicznej: 
- Lily ma długie (ok. 56cm), w 70% naturalne włosy. Mimo, że są zabrudzone po leżeniu w magazynie i podróży, rozczesują się naprawdę łatwo, zobaczymy, jak będą wyglądały po pierwszym myciu.
- Według wiedzy teoretycznej włosy nadają się do zabiegów termicznych, w praktyce jeszcze nie sprawdzałam, jak sobie radzą z wysoką temperaturą, to kolejny punkt na liście rzeczy do sprawdzenia zaraz po umyciu ich.
 - Jeśli chodzi o trwałość, to w ciągu pierwszego czesania straciła około garści włosów.  Nie sądzę, by to było specjalnie dużo, mogły to być 'słabsze ogniwa', które przy tworzeniu się nie dostosowały i musiały odpaść. Ale jeśli za każdym razem tak będą wypadać, to nie wróżę jej długiego życia.
 - Wizualnie to może miss świata nie zostanie, ale też nie straszy wyglądem. 
 - Kosztowała ok. 80zł.

Ogólne pierwsze wrażenie jest pozytywne, a biorąc pod uwagę jej cenę, to i tak dostałam dużo więcej niż oczekiwałam, ponieważ na polskich stronach ciężko było znaleźć podobną główkę poniżej 120-150 zł, gdy kupowałam swoją Lily :)

piątek, 14 marca 2014

Ostatnio jakoś tyle się działo, że ani mi się nie chciało ani nie bardzo miałam nawet czas, by tu zaglądać.
Ciągle jakieś wyjazdy, przyjazdy, spotkania... słowem ludzie, dużo ludzi :)
No bo wiadomo - im bardziej się wiosennie robi, tym człowiek bardziej lgnie do świata zewnętrznego ;)
W końcu wraz z wyjściem słoneczka, człowiek ma więcej energii i więcej mu się chce... teoretycznie Bo ze mną to tak trochę na odwrót - ta cała wiosna wywołuje u mnie osłabienie i przemęczenie. Ja muszę zawsze inaczej, więc zamiast jesiennej, ja przeżywam wiosenną chandrę, a co! ;)

Ale żeby nie dać się tak całkiem powalić i przykuć do łóżka (co mi się zwykle na wiosnę zdarza), uznałam, że najwyższa pora wziąć się za siebie i... zaczęłam ćwiczyć. 
Tak, tak. Ta Chibi, która nigdy nie lubiła zbytniego wysiłku teraz nie wyobraża sobie dnia bez serii ćwiczeń, a nawet planuje zacząć biegać. Choć z tym bieganiem to było raczej tak, że wszystko zaplanował mi mój Mateusz, a ja nie mając wyjścia (oraz czując coraz większe zaangażowanie we własną formę) po prostu musiałam się zgodzić ;D

Doszło nawet do tego, że wybrałyśmy się z przyjaciółką na zajęcia pod hasłem „Sportowcy dla kobiet”organizowane w naszym mieście. Był to 90-minutowy trening aerobowo-taneczny przeprowadzony przez dość wymagających trenerów. Ale wróciłam jak najbardziej zadowolona i upocona - czyli wyćwiczona dobrze ;)
Chociaż muszę się przyznać, że nie ze wszystkimi ćwiczeniami dałam radę, moja koordynacja ruchowa uniemożliwiła mi połapanie się w niektórych krokach. Dlatego też nigdy nie lubiłam aerobiku xD
Ale jestem jak najbardziej na tak dla takich inicjatyw i jak najbardziej bym powtórzyła taki trening :)


A z bardziej typowych dla mnie tematów - po ostatnich zajęciach w szkole nauczyłam się bardzo ważnej rzeczy.
Otóż podstawowym przyborem fryzjerskim jest... zestaw plastrów ;)
Wprawdzie dopiero zdobywam pierwsze doświadczenia z przycinaniem sobie palców, ale warto jednak być zaopatrzonym w taki sprzęt, bo zdarza się ponoć nawet najlepszym. Mi zdarzyło się w niedzielę, gdy strzygłam siostrę Mateusza. Choć warto było uciąć tego palca, bo 'strzyżenie było piątkowe' - jak twierdzi pani profesor ;)

Do tego zamówiłam sobie głowę. I czekając na te głowę przygotowuję sobie dłuuuuugą listę, co muszę na niej potrenować. Bo już straszą grudniowymi egzaminami, a ja wciąż mam wrażenie, że tak niewiele umiem, bo poza strzyżeniem i farbowaniem to niewiele ćwiczę, głównie oglądam, jak inni to robią. A samym patrzeniem egzaminów się nie zdaje ;)

sobota, 22 lutego 2014

Tipsy, żele... czyli o paznokciach ;)

Nigdy nie należałam do pasjonatek malowania paznokci. Ale jak się tym interesować, gdy się za młodu obgryzało i się nie ma co malować?
Zwolenniczką tipsów i przedłużania paznokci też nigdy nie byłam. Ba! Byłam wręcz zagorzałą przeciwniczką.
Ale któregoś razu coś mi do głowy strzeliło, paznokcie zapuściłam, pomalowałam i całkiem się mi spodobało. Potem strzeliło mi jeszcze bardziej i się wybrałam, by zrobić tipsy.
Nie byle jakie tipsy i nie u byle kogo.
Tipsami zajmuje się moja przyjaciółka, Angela. I w wyniku mojego nagłego kaprysu stworzyła mi takie cuda:






Roboty z tym miała niemało, nerwów jeszcze więcej, ale efekt zachwycający i jak najbardziej polecam ją wszystkim chętnym :)
I gdy tak tworzyła mi te cuda, w którymś momencie rzuciła 'a czemu Ty się nie nauczysz tego robić?'. A mnie zatkało. Ja i grzebanie przy paznokciach? W życiu.

No i moje w życiu skończyło się zakupem podstawowego zestawu xD
Oczywiście Angela podzieliła się ze mną podstawową wiedzą, a reszta to na krzywy ryj... znaczy się... metodą prób i błędów ;D
Pierwsze osiągnięcia zachwycające nie były. Ani zbytnio mnie nie pociągała zabawa z tym. Najciekawszym dziełem były paznokcie siostry, serduszkowe.





Po tym wyczynie uznałam, że wcale mi się nie chce, nie umiem, nie lubię i nie będę. Cały sprzęt poszedł się kurzyć w szafie, a ja zajęłam się zupełnie czym innym. I tak się mi to kurzyło, leżało, aż w końcu dojrzałam i znowu się za to wzięłam.
Początkowo tylko na sobie, żeby się nauczyć. Sam żel. Żel na tipsie. Malowanie paznokci. Teraz zaczynam przygodę z przedłużaniem na formie. Dalej twierdzę, że nie umiem i że to nie dla mnie, ale jakoś tak coraz częściej nie odmawiam, gdy ktoś mnie prosi o zrobienie, a przykłady efektów zamieszczam poniżej.

Moje, kibicowskie:


Kuzynki (mojej najwierniejszej klientki <3) - żel na tipsie:


I znów moje, tym razem najświeższa robota - przedłużanie żelem na formie:

To moja druga próba tą techniką - jak wyszło? ;)


Przyznam, że rozważam jakieś kursy w przyszłości, aby mieć do kompletu do tego mojego fryzjerstwa (i planowanego po cichu wizażu) ;D
Ciekawe, co mi z tego całego rozważania i gdybania wyjdzie... :)