Nie
minęły dwa tygodnie, a mnie dopadło kolejne choróbsko. Więc siedzę
sobie pod kocykiem, popijając pyszną herbatkę z cytrynką i...
trenuję trzymanie nożyczek.
Ale jak to zwykle z zapałem do samodzielnej pracy bywa - po dwóch minutach mi się znudziło machanie paluchami, uznałam, że 'mam czas', nożyczki rzuciłam w kąt i dopiero widmo zbliżającego się pierwszego strzyżenia zmusiło mnie do chwycenia za sprzęt i cięcie, cięcie, cięcie!
I jedno mogę powiedzieć na pewno... to, co do tej pory szumnie nazywałam zdolnościami manualnymi i nienajgorszym cięciem nijak się ma do STRZYŻENIA, tego prawdziwego. Trzymanie nożyczek, pozycja nadgarstka i te wszystkie akrobacje nożyczkami - nie mogę się pochwalić wrodzonym talentem (o ile ktokolwiek może, toż to jest nieziemsko trudne!), więc czeka mnie miliard czasu ćwiczeń.
Nie,
żeby to było nie do ogarnięcia, ale mam sobie za złe, że nie
zapieprzałam jak głupia, odkąd tylko wyszłam z pierwszych zajęć!
Cóż, pora nadrabiać.
Więc...
nożyczki w dłoń i machaj, machaj, przyszła pani fryzjer!
<3
Powodzenia, dasz radę :D
OdpowiedzUsuńToś mnie zaskoczyła z tym ćwiczeniem ruchów z nożyczkami O_O
OdpowiedzUsuńJa się do tego nie pcham, odkąd obcięłam moją peruke... biedna T_T
Powodzenia xD