Ostatnio jakoś tyle się działo, że ani mi się nie chciało ani nie bardzo miałam nawet czas, by tu zaglądać.
Ciągle jakieś wyjazdy, przyjazdy, spotkania... słowem ludzie, dużo ludzi :)
No bo wiadomo - im bardziej się wiosennie robi, tym człowiek bardziej lgnie do świata zewnętrznego ;)
W końcu wraz z wyjściem słoneczka, człowiek ma więcej energii i więcej mu się chce... teoretycznie Bo ze mną to tak trochę na odwrót - ta cała wiosna wywołuje u mnie osłabienie i przemęczenie. Ja muszę zawsze inaczej, więc zamiast jesiennej, ja przeżywam wiosenną chandrę, a co! ;)
Ale żeby nie dać się tak całkiem powalić i przykuć do łóżka (co mi się zwykle na wiosnę zdarza), uznałam, że najwyższa pora wziąć się za siebie i... zaczęłam ćwiczyć.
Tak, tak. Ta Chibi, która nigdy nie lubiła zbytniego wysiłku teraz nie wyobraża sobie dnia bez serii ćwiczeń, a nawet planuje zacząć biegać. Choć z tym bieganiem to było raczej tak, że wszystko zaplanował mi mój Mateusz, a ja nie mając wyjścia (oraz czując coraz większe zaangażowanie we własną formę) po prostu musiałam się zgodzić ;D
Doszło nawet do tego, że wybrałyśmy się z przyjaciółką na zajęcia pod hasłem „Sportowcy dla kobiet”organizowane w naszym mieście. Był to 90-minutowy trening aerobowo-taneczny przeprowadzony przez dość wymagających trenerów. Ale wróciłam jak najbardziej zadowolona i upocona - czyli wyćwiczona dobrze ;)
Chociaż muszę się przyznać, że nie ze wszystkimi ćwiczeniami dałam radę, moja koordynacja ruchowa uniemożliwiła mi połapanie się w niektórych krokach. Dlatego też nigdy nie lubiłam aerobiku xD
Ale jestem jak najbardziej na tak dla takich inicjatyw i jak najbardziej bym powtórzyła taki trening :)
A z bardziej typowych dla mnie tematów - po ostatnich zajęciach w szkole nauczyłam się bardzo ważnej rzeczy.
Otóż podstawowym przyborem fryzjerskim jest... zestaw plastrów ;)
Wprawdzie dopiero zdobywam pierwsze doświadczenia z przycinaniem sobie palców, ale warto jednak być zaopatrzonym w taki sprzęt, bo zdarza się ponoć nawet najlepszym. Mi zdarzyło się w niedzielę, gdy strzygłam siostrę Mateusza. Choć warto było uciąć tego palca, bo 'strzyżenie było piątkowe' - jak twierdzi pani profesor ;)
Do tego zamówiłam sobie głowę. I czekając na te głowę przygotowuję sobie dłuuuuugą listę, co muszę na niej potrenować. Bo już straszą grudniowymi egzaminami, a ja wciąż mam wrażenie, że tak niewiele umiem, bo poza strzyżeniem i farbowaniem to niewiele ćwiczę, głównie oglądam, jak inni to robią. A samym patrzeniem egzaminów się nie zdaje ;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz