No i jest! Po ponad miesiącu oczekiwania - podróżowała aż z Malezji! - przybyła do mnie moja nowa towarzyszka zabaw ;)
Po chwili zastanowienia otrzymała imię Lily. Osobiście wahałam się jeszcze przy Julce, ale że mojemu mężczyźnie bardziej podobała się pierwsza opcja, to już tak zostało :)
Tak więc Lily zamieszkała na stole naprzeciw łóżka (i wbrew przypuszczeniom wcale nie straszyła mnie w nocy, więc chyba tam zostanie) i już mamy za sobą pierwsze wspólne fryzury. A właściwie próby fryzur, bo większość z nich nie nadawałaby się na widok publiczny xD
Jedną z nich jednak się podzielę, ponieważ specjalnie ją przygotowałam, by pokazać koleżance jako bazę pod propozycję na fryzurę komunijną :)
Próbowałam takiego warkocza jeszcze w wersji z rozpuszczonym spodem, ale zanim go pokażę, będę musiała mocno potrenować, bo zupełnie nie chciał mi wyjść xD
Co do strony technicznej:
- Lily ma długie (ok. 56cm), w 70% naturalne włosy. Mimo, że są zabrudzone po leżeniu w magazynie i podróży, rozczesują się naprawdę łatwo, zobaczymy, jak będą wyglądały po pierwszym myciu.
- Według wiedzy teoretycznej włosy nadają się do zabiegów termicznych, w praktyce jeszcze nie sprawdzałam, jak sobie radzą z wysoką temperaturą, to kolejny punkt na liście rzeczy do sprawdzenia zaraz po umyciu ich.
- Jeśli chodzi o trwałość, to w ciągu pierwszego czesania straciła około garści włosów. Nie sądzę, by to było specjalnie dużo, mogły to być 'słabsze ogniwa', które przy tworzeniu się nie dostosowały i musiały odpaść. Ale jeśli za każdym razem tak będą wypadać, to nie wróżę jej długiego życia.
- Wizualnie to może miss świata nie zostanie, ale też nie straszy wyglądem.
- Kosztowała ok. 80zł.
Ogólne pierwsze wrażenie jest pozytywne, a biorąc pod uwagę jej cenę, to i tak dostałam dużo więcej niż oczekiwałam, ponieważ na polskich stronach ciężko było znaleźć podobną główkę poniżej 120-150 zł, gdy kupowałam swoją Lily :)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz