niedziela, 17 listopada 2013

Pani Animatorka ;)

No i stało się - zadebiutowałam jako samodzielna animatorka zabaw i na świeżo muszę się podzielić swoimi odczuciami z tego doświadczenia, aby następnym razem móc tu wrócić i przygotować się jeszcze lepiej :) 

Od początku wiedziałam, że wyzwanie jest spore, ale jego prawdziwy ogrom zrozumiałam dopiero na miejscu. Dostałam do dyspozycji całą trybunę, co tylko brzmi przestrzennie, bo do zabawy mieliśmy kawałek podłogi na samym szczycie, aby nie ryzykować spadnięcia ze schodów. 

'Mieliśmy' to trochę złe słowo, bo przez pierwszą tercję nie miałam nic do roboty poza oglądaniem meczu. Nie było nikogo do zabawy, bo dopiero w przerwie została puszczona informacja, że ja tam stoję z tym całym majdanem po to, by się bawić z dziećmi, a nie dlatego, że lubię chodzić z pluszakiem i wielką kolorową chustą na mecze ;)

Dzieci w końcu się pojawiły, a razem z nimi pojawił się pewien problem. Otóż przygotowałam mnóstwo zabaw do mnóstwa piosenek, które miałam nagrane na mnóstwie płyt. Tylko co z tego, skoro nie miałam radia? No nic z tego. Trzeba było śpiewać samemu. 

Więc śpiewałam. 
Dwie tercje i dwie przerwy. I ani kropli wody, bo ochrona nie pozwoliła mi wnieść niczego, a ja nie wpadłam na to, by zakupić cokolwiek w sklepiku na lodowisku. 
Poza tym śpiewam, jak śpiewam - kariery nie zrobię, a wręcz mam wrażenie, że część widowni, jakby mogła, to by mnie na stosie spaliła za mój wokal. A także za to, że pozwalam dzieciom krzyczeć, biegać i szaleć. Ale jak miałam im zabronić, jak wraz z brakiem podkładu muzycznego odpadło mi sporo zabaw i momentami miałam problem, żeby przypomnieć sobie słowa kolejnych piosenek, które możemy odśpiewać.
Niekiedy musiałam mocno improwizować i w tym miejscu sprawdziła mi się chusta animacyjna, jestem pewna, że będzie stałym rekwizytem :)

Oprócz chusty planuję następnym razem przygotować również pachołki, obręcze, szarfy... wszystko, co się przyda w zawodach sportowych! Z tego, co się zdążyłam zorientować, na mecze przychodzą zwykle te same dzieci, bo w większości się znały, a do tego mam kilku młodych hokeistów, którzy zabawy ze śpiewaniem uznali za 'dziecinne' i bardzo chcieli się popisać tym, jacy to są wysportowani. A że jestem tam przede wszystkim dla nich, to zamierzam sprostać oczekiwaniom ;)

Ogólne wrażenia?
Łatwo nie będzie. Ale spodziewałam się tego, więc mimo kilku wpadek, braku głosu i ogólnego zmęczenia, chcę być jak najlepszej myśli i już się nie mogę doczekać następnego meczu. Dodatkową motywacją było usłyszenie od dzieci, że 'pani jest fajna', a od rodziców, że cieszą się z tej 'super inicjatywy' :)
Chociaż decyzja, czy się nadaję oczywiście nie należy ani do mnie ani do dzieci i ich rodziców, więc jeszcze się okaże, czy nie napalam się teraz zbyt szybko ;D


A na zakończenie mogę dodać tylko, że gorąca kąpiel i lampka wina to idealne zakończenie tygodnia pełnego wrażeń i udać się do łóżka na zasłużony (tak myślę!) odpoczynek ;D

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz